Przeszło dwa miesiące, odliczając dzień za dniem, czekaliśmy na chwilę kiedy będziemy mogli zasiąść za kierownicą samochodu sygnowanego logiem gekona na masce. A gekon nie trafił tam zupełnie przypadkowo, o czym później. Na wstępie wypada podkreślić, że nie jechaliśmy przeszło tysiąc kilometrów żeby przetestować samochód, który jest w światowej czołówce pojazdów nietuzinkowych, luksusowych, a przy tym horrendalnie drogich. Przekładaliśmy te dziesięć godzin w upalanej słońcem trasie, na coś, czego nie da się przeliczyć na żaden znany ludzkości system wartości - na dzień spędzony z Wiesmannem Roadster MF4. Samochodem który uczyni z was miłośnika bezcelowych podróży z otwartym dachem, wspomaganym wyłącznie mocą europejskich walut, którymi możecie zapłacić za setki litrów przepalonej benzyny...
W tym miejscu pragnę nieco się usprawiedliwić. Nasza relacja z tej przygody odbiega nieco od innych, które u nas znajdziecie. Gwarantuję bowiem, że ten kto w pasji jaką jest Wiesmann wynajdywać będzie drobne błędy, równie dobrze znienawidziłby Beethovena tylko dlatego, że jedną ze swoich uwertur mógł napisać kawałkiem węgla a nie gęsim piórem.
Stopniowanie emocji.
Nie ukrywam, że dzień w jakim przyszło nam wyjechać do Dülmen był dniem kiedy podróż do Niemiec zleciała tak szybko, jakbym wyjechał do pobliskiego salonu samochodowego. Nie zdążyłem nawet zgłodnieć, a to przez zadumę jaka towarzyszyła przez całe dziesięć godzin jazdy w akompaniamencie czterocylindrowego silnika benzynowego, który ciągnięty do granic rozsądku ani o minutę nie skracał drogi do upragnionego miejsca. 10 godzin i basta! Nawigacja była nieugięta. Z resztą słusznie, przecież w Wiesmannie mieliśmy się pojawić dopiero nazajutrz. W końcu ktoś na pokładzie musi zachować zdrowy rozsądek.
Nadszedł upragniony poranek. Czas przy gorącej kawie i niedogotowanym jajku na miękko zadać sobie jeszcze raz pytania z dnia poprzedniego. Jak prowadzi się Wiesmann? Czy istnieje możliwość, że nie wrócimy z tego cało?
Czas ruszać, tylko czy trafimy? Nawigacja prócz hamowania naszych zapałów na drodze i wskazywania miejsca postoju dla ciężarówek nie potrafi nic więcej. Za subtelnym namowom dziesięciu drogowskazów kierujemy się na Dülmen. Pierwszy zjazd z autostrady i, ooooo! Tuż przy zjeździe stoi budynek na kształt gekona. Ktoś kto za to zapłacić musi codziennie brać kąpiele w kozim mleku a nad wanną mieć kolekcję jaj Fabergé.
Po wejściu do środka udajemy niewzruszonych znawców motoryzacyjnego kunsztu. Do umówionego spotkania zostaje kilka minut, podziwiamy stojące wewnątrz pojazdy. Jest co oglądać, szczególną uwagę prócz krwistoczerwonego modelu GT MF5, przykuwa samochód sprzed dobrej dekady, który jak się okazuje został po latach odkupiony od pierwszego klienta marki Wiesmann.
Przypadł nam zaszczyt zwiedzenia praktycznie każdego zakamarka manufaktury. Poznaliśmy cały proces produkcji i w końcu zrozumiałem dlaczego samochodów marki Wiesmann nie można zakupić za równowartość Hyundaia Elantry. O tym co widzieliśmy wewnątrz monstrualnego gekona, możecie przeczytać w osobnym artykule. Mogę tylko zdradzić, że Wiesmann produkuje rocznie poniżej sześćdziesięciu sztuk, wyłącznie na zamówienie. Więc to co szczególnie rzucało mi się w oczy, to nieco powolne, ale o precyzji chirurga, ruchy każdego z pracowników majstrujących przy surowych konstrukcjach Wiesmannów.
Pasja widoczna od zaraz.
Po wędrówce halami produkcyjnymi, długiej rozmowie z naszym sympatycznym niemieckim przewodnikiem, który pasję do Wiesmanna przejawia w każdym słowie, przyszedł czas na długo oczekiwany moment - zasiąść w fotelu kierowcy naszego przedmiotu pożądania. I mimo tego, że do wybory mieliśmy absolutnie każdy dostępny model, to chciałem sprawdzić tezę, mówiącą o tym, że marka samochodu jest tak dobra, jak dobry jest jej najsłabszy model. Miałem tylko dwa życzenie. Ma mieć składany dach - bo tylko taki Wiesmann dla mnie ma sens, a karoserię ma pokrywać ciemna zieleń. Padło więc na model Roadster MF4.
Kamil ze spuszczoną głową z aparatem zawieszonym na szyi i nieco zawiedzionym głosem pięciolatka, zadał mi pytanie. Jesteś tu i chcesz jeździć najsłabszych modelem w gamie? Przywróciłem mu nastrój pytaniem, czy 407 KM w samochodzie niskim jak jamnik krótkowłosy (ma zaledwie 1,19 m wysokości) i gdzie tylne koła ze względu na swoje umiejscowienie zostawiają wzór bieżnika wzdłuż kręgosłupa, to za mało? To była ostatnia wątpliwość tego dnia. Reszta przewyższyła nawet moje oczekiwania.
Zanim otworzyliśmy drzwi obowiązkowa runda wokół samochodu. Karoseria wykonana z włókna szklanego jest doskonale wymodelowana. Model Roadster ewidentnie emanuje stylem prawdziwego roadstera z lat brytyjskiej świetności. Stąd moja prośba o kolor kojarzący się właśnie z brytyjską kawalkadą głośnych, sportowych samochodów. Jestem słabym znawcą klasyków, przyznaję, ale Wiesmann Roadster MF4 to współczesna interpretacja modelu C-Type Jaguara. I chwała mu za to!
Lewy pas.
Czas ręcznie złożyć dach i ruszyć w nieznane. Odpinanie guzika po guziku przywołuje raczej na myśl rozbieranie światowej sławy piękności, niż obcowanie z maszyną. Roadster MF4 zachwyca kształtami, zdjęcia nawet w połowie nie oddają charakteru i urody tego samochodu. Niestety zobaczenie go w Polsce graniczy z cudem. Jego tył na drodze robi takie wrażenie, jakbyście nagle zobaczyli karocę w kształcie dyni, rodem z bajki o Kopciuszku, prującą lewym pasem 280 km/h. Ale nie do tego został stworzony Roadster MF4. Lecz do bezcelowych wędrówek po utwardzonych nawierzchniach z uśmiechem, który nawet na minutę nie potrafi zejść z twarzy, o czym mieliśmy się okazję przekonać. Otumanieni magią Wiesmanna dopiero po 50 km, gdzieś w zachodnich Niemczech zorientowaliśmy się, że przecież przyjechaliśmy tu w jakimś celu, trzeba zdać z tego wydarzenia relację. Szybko znów się zapominamy i prujemy przed siebie w akompaniamencie rozgrzanego wydechu, który echem dobija się w miejskich zabudowaniach.
Korzystając z okazji, kiedy Kamil nerwowo ściskając kierownicę wybierał najbardziej kręte trasy - tak bym jeszcze raz przypomniał sobie co jadłem na śniadanie, przykuty do prawego fotela rozglądałem się po wnętrzu naszego mechanicznego, niemieckiego przyjaciela. Wiem, że Wiesmann jest robiony ręcznie, wiem też, że dbają o dosłownie wszystko, ale żeby było aż tak dobrze?
Tak, jest tak w rzeczywistości. To co wydaje wam się aluminiową wstawką faktycznie nią jest. Tam gdzie w innych supersamochodach wstawiony jest plastikowy zawias, tu jest on wykonany z lekkiego metalu. A skóra? Jest dosłownie wszędzie, najwyższej jakości próba pokrywa nawet manetkę kierunkowskazu. Jak się siedzi na miejscy pasażera? Nisko, siedzenie dobrze trzyma w zakrętach, dla których został zaprojektowany Roadster MF4. Mocno napięte pasy, i kształt tunelu w który wciska się nogi, wymusza nawet na pasażerze przyjęcie odpowiedniej postawy. Ma się wrażenie, że nawet z prawego fotela bierze się udział w procesie prowadzenia Wiesmanna. Dobrze, że klimatyzacja jest odpowiednio wydajna. Podczas dynamicznej jazdy układ wydechowy wijący się pod podwoziem potrafi dodatkowo rozgrzać atmosferę i wlepione w siedzisko zadki. Wiesmann pomyślał o czymś więcej niż tylko o osiągach i zapachu skóry, który ciągnie się za samochodem dobre kilka metrów. Niemieccy konstruktorzy uznali, że bezpieczeństwo jest równie ważne. Podobno nawet w nieszczęściach przy wysokich prędkościach, aluminiowy monocoque zadba o wasze pogrążone w euforii ciało. Wierzmy na słowo!
Wiesmann efekciarz.
Wnętrze ma swój styl - niepowtarzalny. Centralnie umieszczone zegary wskazują wszystkie główne funkcje życiowe pojazdu. A przełączniki i pokrętła wykonane ze szlifowanego metalu są tak solidne, że rzucone z wieży Eiffla wyrwały by metrową dziurę w ziemi, nie tracąc przy tym swojego kształtu.
Gdyby jakimś cudem wam się nudziło, macie do dyspozycji centrum rozrywki w postaci grającego sprzętu wysokiej klasy, wspomaganego radiem z nawigacją. Dobrze zauważyliście, nasz egzemplarz w miejscu gdzie powinien znajdować się dotykowy ekran świeci pustką. Osoba odpowiedzialna za wydanie samochodu kilka razy tłumaczyła się, że brak radia nie ma związku z kradzieżami odtwarzaczy kasetowych w latach dziewięćdziesiątych, na które Niemcy skarżyli się po wizycie w Polsce. Radio po prostu się zepsuło i wysłali je do serwisu. No cóż, właściwie to jedyna rzecz która w Wiesmannach mi się nie podoba - nowoczesne radio rodem z tuningowych show carów. Jeśli miałbym jakieś wybierać to tylko takie na kształt Unitry Safari. Z kolei prawda jest tak, że radio w tym samochodzie zupełnie się nie sprawdza. Przy takim dźwięku z wydechu? A nawigacja? Uwierzcie mi, kupując Wiesmanna nie należycie do typu kierowcy pytającego o drogę. Tym samochodem jedzie się po prostu przed siebie. Kręte górskie drogi, to teren gdzie sprawdza się najlepiej - tam też najlepiej wygląda. Nic więc dziwnego, że Szwajcarzy stanowią największy odsetek klientów marki Wiesmann. Jeżeli jednak musicie szybko przedostać się na miejsce, upodobacie sobie zewnętrzny pas autostrady, gdzie każdy ustępuje wam miejsca. A jazda z otwartym dachem 280 km/h to spory przypływ adrenaliny, i wciąż olbrzymia przyjemność. Efektownie i stylowo - to powinno być domeną tej niemieckiej marki.
Indywidualista.
To jak ogromne zainteresowanie budzi Wiesmann na drogach użytku publicznego, widoczne jest od zaraz. Wystarczy wyjechać zza bram fabryki, a już kilka obiektywów smartfonów nacelowanych jest na samochód. Podobne historie spotykają nas na nawet na autostradzie. Praktycznie każdy kogo mijaliśmy, jeśli tylko zdążył robił szybkie zdjęcia, którymi będzie mógł pochwalić się na portalu społecznościowym.
Przyznam szczerze, że taki stan wprowadził mnie w zakłopotanie. Trzeba siedzieć prosto, przyjąć niewzruszoną pozę, i udawać, że takie zainwestowanie ludzi wcale nie cieszy. Niejednokrotnie mijaliśmy Ferrari i wierze lub nie, im zdjęć nie robił nikt (prócz nas). Wydaje mi się, że właśnie dla kogoś takiego stworzony został Wiesmann Roadster MF4. Skoro mam już w garażu włoskie marzenia nastolatków, skoro na co dzień jeżdżę ulepszoną wersją Garbusa ze Stuttgartu, to może czas na odrobinę niecodziennego szyku w postaci Wiesmanna?
Pewnie nie jeden z was zadaje sobie pytanie - okej, wygląda dobrze, ale czy prowadzi się rzeczywiście tak jak samochody z wyścigową historią? O tak!
Kiedy wdusimy chromowany przycisk START na konsoli centralnej, wcielając się tym samym w chwilowego posiadacza pojazdu, to zanim wyjedzie się na autostradę bez ograniczeń prędkości, warto zaznajomić się z układem kierowniczym i solidnym pedałem gazu na drogach lokalnych. Komendy wydawane za pomocą kierownicy są tak bezpośrednie, że przy kichnięciu i bezwarunkowym ruchem dłoni zaciśniętej na kierownicy, można wjechać na sąsiedni pas. Na szczęście przy niskich prędkościach, jej mały wieniec chodzi dość ciężko, tak jak na sportowy samochód przystało. Z początku takie reakcje wydają się nieco niepokojące, jednak z każdym następnym kilometrem uświadamiacie sobie, że to jak wchodzicie w zakręty w swoim prywatnym "cacku" jest przekomiczne w porównaniu z MF4. Nawet samochody okraszone znaczkiem GTI na klapach bagażnika są przy nim jak ananas zatopiony w agrestowej galaretce. Samochód daje jasne komunikaty, co aktualnie dzieje się kilka centymetrów pod wami, na styku gorącej gumy opon i asfaltu. Zachowanie tylnej osi jest tak przewidywalne, że żeby pokracznie w kłębach białego gryzącego dymu spalonych opon, stanąć w poprzek szosy, trzeba co najmniej urodzić się w piątek trzynastego. Roadster MF4 jest tak przyczepny, że przy momentalnym wbiciu pedału przyspieszenia w podłogę, ten tylko podnosi dziób do góry w mgnieniu oka przenosząc cały moment w ilości 600 Nm na tylne koła. Efektem tego jest ucisk w tylnej części czaszki i plama na koszuli gdy właśnie zabieraliście się za konsumpcję nadziewanego batonika. Trakcja razy moc podniesione do kwadratu, to coś czym sugerowali się odpowiedzialni za konstrukcję tego samochodu. A nie jest to takie proste w realizacji. Zawładnąć w procesie projektowania masą 1455 kg, tak by monstrualnym tyłem na zakrętach nie zrzucać z chodnika matek z dziećmi, jest wielką sztuką. Przyznaję, nie prowadziłem wcześniej równie przyczepnego pojazdu. Na pierwszym postoju musiałem przyjrzeć się tylnym oponom. No tak, guma o szerokości 265 mm w samochodzie sięgającym do połowy uda musi ujarzmiać entuzjazm amatorów z prawą nogą pozbawioną zakończeń nerwowych. Wzór felg w rozmiarze 20 cali również przypadł mi do gustu. Zza ich szprych niewinnie wystaje "standardowy" zacisk, ale bez obaw samochód zatrzymuje się tak samo szybko jak przyspiesza. Gdyby jednak ktoś bardzo lubił bliskie spotkania z przednią szybą Wiesmann przewiduje opcje zmiany układu. Taki skromny dodatek szacuje się na około osiem tysięcy euro. W tym miejscu wypada nadmienić coś o osiągach w postaci liczb? Są na przyzwoitym poziomie, i to co tu teraz przeczytacie pewnie nie zrobi na was żadnego wrażenia. Do setki przyspiesza w 4,6 sekundy - są przecież szybsze samochody - powiecie, więc o co tyle szumu? Ale w tym wypadku, więcej jest już wariactwem. A jak pewnie wiecie w ofercie Wiesmanna są i takie modele. Startując tym samochodem czujecie się jak postać z kreskówki wystrzeliwana z procy w rakiecie wystruganej z kokosowego drewna. 407 KM to wystarczająco dużo, a brak dachu nad głową dwukrotnie potęguje wrażenia. Więc gekon na masce, symbol przyczepności, szybkiego, wręcz brawurowego przemieszania się jest zasłużonym godłem marki.
Znajome serce.
Jeśli jeszcze nie wiecie, serce tego samochodu jest wam bardzo dobrze znane. Pod maską pracuje silnik BMW V8 Twinturbo, o pojemności 4.4 litra. 407 KM czystej przyjemności, umieszczonej jak najbliżej centralnej części pojazdu.
Tak, ten samo motor znajdziecie chociażby w BMW 550i. Powiem tu zupełnie szczerze, jeśli to designu Wiesmann nie miałem kompletnie żadnych zastrzeżeń, tak do jednostek napędowych podchodziłem nieco sceptycznie. Otwieracie maskę, a tam widok zupełnie taki, jakbyście chcieli dolać płynu do spryskiwaczy w BMW F10. Poza tym, turbo, i to podwójne... W takim klasycznym samochodzie doładowanie? Z tego nie może wyjść nic dobrego. A jednak, dźwięk turbin jest tak mocno zagłuszony układem wydechowym (ten nie jest z BMW, Wiesmann robi go sam milimetr po milimetrze), że jedyny syk podobny do turbiny wydaje wasz przerażony rozsądek. Poza tym, dwie turbosprężarki zamontowano w jakimś celu - żeby jeszcze szybciej pozbawić was resztki włosów z głowy. Świetnie, po co mi włosy skoro mam taki samochód!
Po chwili obcowania z tą jednostką w Roadsterze MF4 wiem jedno, nie ma mowy żeby Wiesmann montował inne silniki niż te pochodzące z Bawarii. Współgrają ze sobą idealnie. Agregat adrenaliny sprawnie przenosi moc na tylne koła, za pośrednictwem sześciobiegowej automatycznej skrzyni, która mogłaby nieco szybciej reagować na komendy wydawane łopatkami za kierownicą. To nie jest za mało dla kogoś kto nie chce stale jeździć w przedziale 190 - 290 km/h. Początki z tą skrzynią i jej ręcznym sterowaniem, wyglądają tak, jakby ktoś posadził was za sterami bombowca Avro Vulcan i kazał wylądować na polu kukurydzy. Kwestia przyzwyczajenia. Jeśli jednak drzemie w was duszą niespełnionego kierowcy testowego F1, to model Roadster MF4 z dopiskiem "S", wyposażony w dwusprzęgłową, a co za tym idzie szybszą automatyczną skrzynię, Roadster MF4 będzie dla was ideałem. Co warte podkreślenia odnośnie systemów kontroli, niech nie zwiedzie was klasyczny wygląd samochodu. MF4 wyposażony jest we wszelkie elektroniczne zawory bezpieczeństwa, które nie pozwolą wam robić się na pierwszym zawilgoconym zakręcie. A co jeszcze bardziej mnie zaskoczyło, to fakt, że po wyłączeniu kontroli trakcji nawet podczas deszczu nie przetraciłem żadnego przystanku autobusowego. Jestem z siebie dumny! A może to wyłącznie zasługa Wiesmanna?
No dobrze, teraz coś dla bardziej przyziemnych czytelników. Spalanie w Roadsterze MF4 wynosi w mieście 17,2 l / 100 km w trasie 9,4 l / 100 km, co średnio da nam wynik 12,3 litra na sto przejechanych kilometrów. Tu stwierdzam, że chyba jeździliśmy dość energicznie bo 70 litrów benzyny w baku nie starczyło na zbyt długo, a każde wkręcenie motoru na wyższe obroty, powodowało wychylenie wskazówki w lewą stronę, i nigdy nie chciała wrócić na swoje miejsce. Cóż jedni wolą wydać pieniądze na koncert amerykańskich gwiazd przechodzących młodzieńczą mutację, a ja wolę posłuchać dojrzałego, rasowego ryku prawdziwej gwiazdy jaką niewątpliwie jest Roadster MF4.
I teraz pytanie najważniejsze, które wyrazi stopień mojego obiektywizmu. Czy bym go kupił?
Pewnie nie zdziwię nikogo odpowiedzią, że tak, owszem. Czy Wiesmann Roadster MF4 wart jest tych 160 000 euro? Jeśli nie boicie się zostać gwiazdą Internetu, bo wszędzie będą wam robić zdjęcia, jeśli chcecie czuć się prawdziwym indywiduum na drodze a przy tym czerpać z jazdy ogromną przyjemność, ten samochód jest dla was. W przeciwnym razie możecie kupić sobie równie dobry technicznie samochód innej marki, z dwiema jednak uwagami. Pierwszą z nich będzie to, że takiej dbałości o detale w tej cenie nie zaoferuje nikt, i nikt też nie złoży wam samochodu w całości ręcznie, poświęcając na to cały tydzień. A po drugie, dopóki nie ruszycie z piskiem opon spod stacji benzynowej, nikt nie zwróci na was uwagi.
| Wiesmann MF4 Dane techniczne |
|
| Liczba / Układ cylindrów |
V8 |
| Pojemność skokowa |
4395 cm3 |
| Moc kW / KM - obr./min. |
300 / 407 - 5500 - 6400 |
| Moment obrotowy Nm - obr./min. |
600 - 1750 - 4500 |
| Osiągi |
|
| 0 - 100 km/h. |
4,6 s. |
| Prędkość maksymalna |
291 km/h |
| Zużycie paliwa |
|
| Średnio |
12,3 l./100 km. |
| Ceny |
|
| Wersja podstawowa |
-- |
| Wersja testowana |
-- |
|